Mój dirty dance

Ja już od dziecka jestem krzywy
Trochę naprawdę, a resztę na niby,
Trochę na ukos a bardziej w bok –
Krzywy i kwita – der krumme Stock.

Czy stoję prosto, czy się pochylę –
Głowa na przodzie, a nogi w tyle;
Gdy nogi z przodu to uszy w tle –
Ja z grawitacji po prostu kpię.

Można mnie pytać gdzie jestem teraz –
Żadna odpowiedź nie będzie szczera,
Ja, – niezależnie leżę, czy stoję,
Wyglądam jakby nas było dwoje.

Gdybym na przykład w dziwnej potrzebie,
Schylił się nagle w sam środek siebie,
I jeszcze w centrum z wysiłkiem patrzył –
Zawsze mi coś się wypsnie, wypaczy.

Cóż, może kłonię się w mrok dewiacji
Lub mam wrodzony brak korelacji,
Genotyp cosik skrzywiony w osi,
Asymetryczny jeden chromosik –

Wszystko mi jedno, mi wszystko w poprzek,
Mnie ze skrzywieniem po prostu dobrze.
W nim trzymam poziom a także pion,
Na nim opieram rzut innych stron.

I tak w przegięciu przez życie kroczę,
I chociaż mówią, że wciąż się boczę,
Że się uchylam, unikam, kluczę –
Ja te opinią zostawiam w WC.

Ja w wygibasie czuję się świetnie,
I choć niekiedy wyglądam szpetnie,
Przechył ma dla mnie czar oraz sens,
To jest mój taniec, mój dirty dance.

Lecz choć być może wspak mózgiem władam
Gdy tak z uchyłu tu do was gadam,
I gdy zza winkla patrzę na salę –
Prosta refleksja w mózgu mi staje,
Że, – no nie czujcie się tu obrażeni –
Ja jestem prosty, a wy skrzywieni.