Jak się zaczyna historia Szczecina — O Odrze

A kiedy już wszelką stworzył Bóg krainę,
I gdy już chłopaka zlepił i dziewczynę,
Utrudzon przycupnął se nad jedną rzeką
I oczy niebieskie ciężką skrył powieką,
A świętym gardziołem zachrapiał serdecznie,
Iże wiatr zbałwanił nurty Drogi Mlecznej.
Tak zasł.
A szła burza, albo jeszcze ściślej
Trąbica gazowa, diabelskim pomysłem
Ukręcona z ziemi powietrza całego,
Na wieczne zmieszanie złego i dobrego.

A szatan w ów cyklon na kształt marmelady
Nagęścił z wulkanów radialne odpady
I napchał zjadliwych bagien wonie strute,
A co mu wylazło, to docisnął butem
I zapuścił trąbę hołupcem z kopyta,
Aż mu się zadarła ponad rogi kita,
A jeszcze w ten zapust puszczony ki fryga,
Wagon cały siarki z trzewi swych narzygał
I z piwnic piekielnych i z ziemi czeluści,
Wszystkie straszne smrody w kręcioł ten napuścił.

Tako poszły cuchy w Ziemie niebotyczne,
Gnąc i rwąc i paląc wszystkie gaje śliczne
I w obrót szatański naciągały wody,
I piaski z pustyni, i z Arktyki lody,
A wzdęte puchliną tego, co w się brały,
Wciąż nowe okręgi zewnątrz budowały
I zdawać się mogło, że wyciągną z globu
Kamień i stworzenie do wspólnego grobu,
Gdzie w piekielnym młyńcu, w diabelskim kokonie,
Całe Utworzenie kres odnajdzie w zgonie.

Spał Ojciec Bóg mocno.

Lecz trwali poczęci
Zlepieńcy miłością ku sobie zajęci –
Adamus i Ewa, pierwsze ziemskie ludzie,
Którym czas przebiegał na cielesnym trudzie,
Nagusy pieszczotą zapodziani w sobie
Bo innych nie było facetów ni kobiet.

Więc łasi na siebie z łaski Pana Boga,
Ku wspólnym łechtaniom chęć ich parła sroga.
Tak w gilgot rajowy wleźli dupce gołe,
Pochutnym pospołu opętani fiołem
I aby w Edenie nie było im smutnie,
Wymyślali – z przerwą na sen – Kamasutrę.

Szła trąba od morza, co ją czart napuścił,
Wciągając co martwe i żywe w czeluści
I w gaje nadrzeczne gdzie się myła Ewa,
A Adam do pieszczot kolejnych dojrzewał,
Wbiegł Szatan prowadząc siarkowego skręta.

Stała nad strumykiem Ewa w wodę zgięta,
A ciało jej włosem jedynie opięte,
Gładkie było, jakby z marmuru wycięte
I w szczególe każdym, co go włos odsłonił,
W anielskiej stapiało się z resztą w harmonii.

W anielskiej?
W spirytach brak tej mlecznej mocy,
Która krew nakłada mężczyźnie na oczy,
Kiedy liche członki formowane z błota,
Wygładza i wznosi pieszczoty ochota,
Wznosi nad Aniołów pojęcie kochania,
Bo miłość Cheruba – eteryczna bania
Co się z mgły i z tęczy i śpiewania splata,
A serce zapycha kiej niebieska wata.

Zhamował Boruta. Zastygło trąbisko,
Tylko wietrzyk pobiegł dalej wodą nisko.
Zawrzała w diablisku krew czarna wi smoła,
Resztką mocy rozum pod rogi przywołał,
Które z tarcia twardym kopytem o skały,
Całkiem mu się na tył łba powyginały.

Nie widział raz przedtem nigdy babskie lice,
Miętosząc po dziurach piekielnych diablice,
A że był estetą, gardził czarcicami,
Nieszczerymi darząc je komplementami.

Cud zoczył. Choć kibić Ewki w wodzie skryta,
Przed resztą łeb skłonił, obtarł w piach kopyta,
Fiknął kozła, rozciągnął się w trawie leniwie,
Wsadził w mordę słomkę, spojrzał w krąg fałszywie…

Nagle się poderwał, gdzie na skraju drogi
Kwitła jarzębina, w kwiat ozdobił rogi,
Podszedł kilka kroków, wzrok zaczepił w niebie,
Westchnął, coś zanucił lecz dojrzał fałsz w śpiewie,
Znów do drzewa skoczył, zaplótł ogon w liście
I zawisł głupawo, chociaż uroczyście.

Gdy Trąba rozkazów czeka nad swym panem,
Czort wdzięczy się, Adam przyszedł na polanę.

Zoczył diabła co wisiał rogami ku trawie.
Nie znał gościa, popatrzył na niego ciekawie,
Ale i z postury i z głupawej miny,
Wniosek wysnuł, że to ktoś z małpiej rodziny.

Więc do Ewy bieży bijąc piętą kurze,
Aby ją nakłaniać ku nowej figurze,
Którą chciał szczególnie żonie swej polecić
Gdyż Ewa, póki co, nie chciała mieć dzieci.

A diabeł zza liścia na Adama łypie
I ślini się siarką, iskry z oczu sypie,
Bo takiej golizny jak piekło szerokie
Nie widział Boruta, więc zazdrosnym okiem
Poziera jak Ewa radością zakwita,
Gdy ją Adam o swój nowy układ pyta,

A później, gdy razem w miłosnej zabawie
Dokonują pieszczot, diabeł mdleje prawie
I tak się zagapił, tak zdrętwiał na kicie,
Iż nie dostrzegł, że sam Bóg ku niemu idzie

A Ojciec Niebieski rozpędził trąbisko
I diabła sandałem w brzuch ugodził nisko,
A później, gdy Adam tchu nabierał z Ewą,
Zawołał oboje ich pod wielkie drzewo
i rzekł:
Że tu z pieszczot waszych moc czarcia opadła,
Że miłością swoją zdumieliście diabła,
Że rzeka, co płynie tu jest taka modra,

”M” – niech Miłość znaczy,
– rzekę nazwę Odra.