Średnia półka

Średnia półka jest najgorsza.
Mali i mniejsi wiedzą, gdzie ich miejsce.
No, raczej wiedzą. Ale nawet, gdy nie wiedzą, to i tak jest z nimi nieźle, bo inni wiedzą, że oni nie wiedzą i ci inni biorą sobie poprawkę na to, że tamci, mali, kierowani niewiedzą, uzewnętrzniają swoje autoniedoinformowanie w sposób sobie właściwy, a nadto technicznie trywialnie łatwy do skanalizowania. Stąd nie ma więc zagrożenia, jest poprawka na zadymiarza.
W sumie kanalizowanie frustracyjnych pierdnięć w Net jest OK — jest proste, tanie, a efekty szybko zauważalne. Zadymiarz powodowany prostymi emocjami, które nad nieprzebudzonym intelektem biorą u niego górę, wciska w klawiaturę swoją nijakość i mało go obchodzi, że te wszystkie warknięcia, chrząknięcia i pierdnięcia niegramatyczne są, nieortograficzne są i że są mało lub w ogóle nieprzemyślane.
Takich zostawmy.

Zostawmy też tych z półki o najwyższym potencjale mentalnym, najintensywniejszym współczynniku namysłu i najwyższej, najbardziej rozgałęzionej umiejętności abstrahowania — oni także wiedzą, gdzie ich miejsce, a w każdym razie wiedzą, że ich miejsce implikuje, wymaga i narzuca im ten, czy inny pogląd na rzecz społeczną, na świat dookolny, na sytuację w polityce, w kulturze, w tym wszystkim, czym żyją i czym żyją ludzie mieszkający obok nich i nieco dalej niż obok, np. poza granicą ich kraju.
Najgorsi — jak mówię — są ci średni. Ci, co trochę duzi, ci z osiągami na tym i innym polu. Oni wydali tomik lub książkę. Oni zasiadali w tej, czy innej ławie, ich pokazywano w mediach, ich cytowano, oni oczekują jeszcze jednej szansy, jednego wzięcia, łakną kolejnego nad poziom wyrośnięcia.

Mizdrzą się więc na portalach społecznościowych do znajomych i do samych siebie. Przypominają o sobie społeczeństwu, lub choćby tylko najwierniejszym fanom, o przynależności do grona twórców, działaczy lubo myślicieli. Wysuwają się z dawnych fotografii, na których oni i Ten lub Tamten z nimi wspólnie, pospołu, przy alkoholu lub przy świątecznej kaczce. Twarze mają zwietrzałe lub nalane, czoła pofałdowane, okna w pokojach zakratowane albo zaciągnięte ciemnymi kotarami. Nie mają kwiatów na parapetach do podlania, bo nawilżając dracenę, trzeba ludziom z ulicy pokazać oblicze — domowe, kapciowe, spojrzeniem zaspanym rozmemłane. A to jest niebezpieczne. Ktoś może przez szybę dostrzec na ich gębach zmęczenie, lub co gorsza przerażenie. Albo odkryć skrywaną od lat niechęć do gołębi. W tej grupie społecznej, w tym kręgu mentalnym, twarzy się nie pokazuje, lecz demonstruje. A demonstruje się takie oblicze, jakie chcą widzieć ci, którzy na taką, a nie inną fizjonomię liczą właśnie.

Twarz winna być skrojona na potrzebę tego, czy innego wydawcy, tego, czy innego pracodawcy lub zarządcy stacji medialnej. Więc ostrożnie z Fejsbookiem: nie obnażyć twarzy, nie ujawniać prywatnego poglądu, nie zajmować stanowiska, nie psioczyć na żadną partię, na kościół, na ugrupowanie.  Na nikogo nie kląć, nie piętnować. Zdjęcia miłe ukazywać, dowcipy udostępniać, dziewczęta do kadru zapraszać. I mizdrząc się, oko z ekranu do ludzi puszczać. Że tam gdzieś Niemców ciężarówka pomiażdżyła, że prawo w kraju jest dnia każdego gwałcone, że kobiety poniewierane, że księża krzywdzą dzieci… Co tam — zobaczcie jak mi z blondynką do twarzy, spójrzcie jak ja bardzo kocham samotne pieski i ślepe kotki (bo wszak je także, albo przede wszystkim kochać trzeba). Kocham zwierzęta, a to zaświadcza o tym, że mam serce ludzkie, przychylne stworzeniu.

Tak, wiem — każdy ma prawo do swojej tablicy,k takiej, jaką sobie przez lata na FB wystrugał. Tylko, że ludzie na których poprzez monitor patrzą setki i tysiące innych (z mniej, czy bardziej słusznym podziwem) mogą wiele w tym, czy innym temacie zdziałać, podpowiedzieć, pouczyć, mogą dać przykład.
Patrzę na dużych, największych: Wiktor Zborowski — jasne poglądy, wyraża je szczerze, wręcz dosadnie, Krystyna Janda — cierpiała już z powodu swojej politycznej szczerości, ale jest jej wierna, Daniel Olbrychski — zerwał współpracę z Anną Chodakowską, bo zbyt blisko jej do PiSu, Brygida Helbig — znana pisarka i pracownik naukowy w Polsko-Niemieckim Instytucie Badawczym i Uniwersytecie Humboldtów w Berlinie… I inni — dziesiątki i setki znanych postaci. Zbierają cięgi, ryzykują, ale mają zdanie
jakieś zdanie.
Ktoś kiedyś powiedział: to, co przemilczasz, zamyka cię.Pozdrawiam Was — wy — estetyczni, ostrożni, przycupnięci.
Wy, którym w ciągłym przysiadzie najbardziej do twarzy.