Obawa utraty

Co dzień boje się utracić ciebie,
odchodzącą zbyt pochopnie w rzekę chwil
poza rękoma naszymi możliwych

Miłość nie jest wszak bóstwem jednego nieba
— i w przelocie motyla zawiera się próba
powoływania do życia wciąż nowych przestrzeni

Nie jest nadzieją jednej gwiazdy
— każdy smutek ma swój obszar cienia zakreślony mocą
pragnień choć przecież nawet jedno westchnienie
może stać się barwą wielu nocy

Nie jest wiatrem jednego łanu
— kłos najmniejszy skrywa w sobie umiłowanie kołysaniu
i nie można przewidzieć kiedy pole zakwitnie huraganem

Nie jest słowem jednych ust
— wargi są jedynie narzędziem tego śpiewu, którego
nakazem obdarowano nas kiedyś bezpowrotnie

Czas przemija wskroś naszych domów
wschodzący podmuch dnia każdego
gasi w nas i rozwiewa papierowe pioruny
uśpiony podbojów
więc chodzi o to aby nigdy nie udało nam się
żadnego z uczuć
ukamienować w sobie murem pod którym
polegną równo wszyscy bogowie
wszystkie gwiazdy wszystkie kłosy
i wszystkie usta

To miłość bowiem jedynie jest niezmienna
gdyż jest ona ostatecznym odniesieniem
ze wszystkiego w nas

Tak jak śmierć która jest ostatecznym
uzasadnieniem wszystkiego poza nami
więc zrozumieć jej nam nie jest nigdy dane

Lecz to co naprawdę kochamy
pozostaje w nas bezpieczne
nawet gdy odejdzie
pomimo utraty
a może dzięki niej właśnie
wszak pragnienie raju
nie umiera nigdy.