Po tej stronie słoneczników

Miłość nie jest bóstwem jednego nieba
– i w przelocie motyla zawiera się próba
powoływania do życia wciąż nowych przestrzeni

Nie jest wiatrem jednego łanu
– kłos najmniejszy skrywa w sobie potrzebę kołysaniu
i nie można przewidzieć kiedy pole zakwitnie huraganem

Nie jest płomieniem jednego słowa
– każdy świt podpala ręce
którym zasłonięto usta

Tuż obok nas
za obrazem van Gogha
umierają wczorajsi kochankowie
ich dotyki opadają z pościeli
bezradnie jak liście
przenikają podłogi
wchodzą w orbity
płynących pod łóżkami słońc
tworzą zgasłe konstelacje
niedomkniętych wieczności

Nasza miłość jest bezpieczna
po tej stronie słoneczników.