Ballada o Wyspie Puckiej

Pogoda była jakaś ruda,
a może nawet bardziej jakaś,
bo ruda jakby nieco mniej.
Czułam jak mi się kleją uda,
i wielka z nieba ziała nuda;
nuda i ruda — no i ten klej.

Gdzieś w radio bajda szła o lisku,
nad polem zasnął w locie ptak.
Myśli jak ślina na ściernisku,
gdy krowa mordą ciągnie nisko;
rżysko i nisko – no i ten ptak.

Autobus taszczył członki stare,
po kocich gumą szedł po łbach
i było tak jakby za karę
ten dzień i członki i łby szare
i życie jak z zweihandu łach.

Ref. Nudno tak w autobusie siedzieć,
na Wyspę Pucką siedzieć nudno,
bo gdy się nawet tam dojedzie,
to nic tam nie ma tylko gówno,
i tylko jeszcze szczur piżmowy
ku czapce parzy się w kanale.
Jeżeli jesteś jeszcze zdrowy
na oczach i na głowie,
na Wyspę Pucką nie jedź,
na Wyspę Pucką nie jedź,
na Wyspę Pucką nie jedź wcale.

Przystanek jeden jeszcze został,
a może siedem, drgnęły drzwi,
zanim krajobraz skręcił nozdrza,
wszedłeś jak żołnierz Cosa Ostra
— poczułam jak mi udo drży.

Spodenki miałeś Alabama,
w kolorze jeloł albo gold,
i łydki, ach — bez tłuszczu grama,
a każda łydka całkiem sama,
a wyżej ty o maj słit lord.

Usiadłeś przy mnie, daję słowo,
a piżmem szło od twoich pach
i tak mi było jakbym z tobą,
pędziła konno przez Zdunowo
gdyś szepnął mi do ucha: „Stach”.

Ref. Nudno tak w autobusie stać,
na Wyspę Pucką stać jest nudno,
bo gdy się nawet psia go mać
dostoi,
to tam przecież gówno
i tylko jeszcze szczur piżmowy
do czapki parzy się w kanale.
Jeżeli jesteś jeszcze zdrowy
na oczach i na głowie,
na Wyspę Pucką nie stój,
na Wyspę Pucką nie stój,
na Wyspę Pucką nie stój wcale.