Obawa utraty

Co dzień boje się utracić ciebie, odchodzącą zbyt pochopnie w rzekę chwil poza rękoma naszymi możliwych Miłość nie jest wszak bóstwem jednego nieba — i w przelocie motyla zawiera się próba powoływania do życia wciąż nowych przestrzeni Nie jest nadzieją jednej gwiazdy — każdy smutek ma swój obszar cienia zakreślony mocą pragnień choć przecież nawet […]

Zbyt mało

Tulić? — To tak niewiele jeszcze, Choćby się wszystkie uściski w jeden splot zebrało, Trzeba objąć tak, by poza tym gestem, Wszystko na ziemi nagle być przestało. Patrzeć? — A to też jeszcze nic, Nawet, gdy się patrzy od spojrzenia dłużej, Trzeba jeszcze wzrokiem śnić, fiołki i burze. Tęsknić? — I już nic więcej? — […]

Opleć mnie…

Opleć mnie włosów ciemną pajęczyną, Połóż na oczach ust wilgotną ciszę, Ciężkich zamyśleń chmury niech odpłyną, I tylkom oddech twój niech słyszę. Choć ponad nami wiatr przewala drzewa I mokrym dreszczem budzi szyb płakanie; W twoich ramionach czuję jak dojrzewa Pachnące deszczem nasze całowanie.

Ku snom

Ku snom zwróceni, twarze odsłaniamy gdy mrok i w dusze patrząc swe głęboko Zdumieni pięknem śniąc zapominamy Wczorajszych tęsknych wzlotów ku obłokom. Patrzeć i być zapatrzeń celem, Słuchać i wzbierać słów tajemnym dreszczem. Milkną w nas dzwony i ciszy tak wiele Że bije tętnem oniemiała przestrzeń.

Zostaw mi…

Zawsze sami obok siebie, Zawsze sami poza sobą, Idę poprzez noc do ciebie, Idę aby móc cię objąć. Porzucany przez jesienie, Porzucany coraz częściej, Zbieram w siebie miasta cienie, I wciąż cienia we mnie więcej. Świat odtrąca mnie zbyt łatwo Bez przeprosin i patosu, Zostaw mi to czyste światło W ciepłym domu twego głosu. Zostaw […]

Po tej stronie słoneczników

Miłość nie jest bóstwem jednego nieba – i w przelocie motyla zawiera się próba powoływania do życia wciąż nowych przestrzeni Nie jest wiatrem jednego łanu – kłos najmniejszy skrywa w sobie potrzebę kołysaniu i nie można przewidzieć kiedy pole zakwitnie huraganem Nie jest płomieniem jednego słowa – każdy świt podpala ręce którym zasłonięto usta Tuż […]

Ojciec

Nie umiem karcić w sobie smarkacza gdy przewini nierozwagą lub gapiostwem gdy stoi we mnie jak krzywe drzewo z rozdziawiona dziuplą oblepionych mrówkami ust Ojciec mój wiecznie do ojcostwa – nie mówiąc już o małżeństwie – niedorosły tatuś łykowaty usmarkany świeżą żywicą okaleczonego kolana Rodzic bosy zbłąkany w gąszczu filo-medytacji nad różnicą lotu motyla i […]