Żebraki

Aleja Niepodległości. Wejście do sklepu Palladium. Czego mi tu śmierdzielu nogi podstawiasz? Do roboty bęcwale, a nie na chodniku niedomytą dupę kisić! Ciągnij pomału do kanału! — podpity jegomość, niewiele tylko schludniejszy od siedzącego na chodniku mężczyzny, pluje żebrakowi na buta, po czym, dość już tłustą wiąchę okrasza skwarkiem głośnego beknięcia. Odrzuca peta. Wchodzi do […]

Kiedy iść na browara

Widzę Was co dzień, Wy — Bardzo Fajni Faceci. Miejscy i wiejscy. Chociaż wiejskich dostrzegam jakby mniej. Mieszczuch jestem. Wytworzyły mnie ciemne ulice, stare dzielnice, zepsuły mężatki i małolatki. Więc-żem nadpsuty jest, przyrdzewiały, cyniczny i sentymentalny. I złośliwy do tego. Lubię wady innych dostrzegać, wyolbrzymiać je i gromadzić. Lżej mi wtedy z własnych cnót brakiem się zmagać, w defetyzm osobisty i abnegację swoją […]

O Bozi i o kupie

Ciemne piwo z dnia poprzedniego zrobiło swoje. Swoje zrobiło też słońce, które „kopsało żaru” tak intensywnie, jakby lato przyspieszyło kroku i w termicznym skoku, w zielonym amoku, dokonać chciało gwałtu na ledwie skrytych za wiotką zielenią kasztanowcach. Był koniec kwietnia. Siedziałem na jednej z ławek skweru Andersa co rozciągnięty lubieżnie pomiędzy ulicami Wojciecha, Stalingradu i Więckowskiego, łonił się przyrodniczo i kłonił […]

Kocham was, bezbożnice

Najechał mnie kac jak ciężarówka. Wystartował w okolicy płata skroniowego, ominął pień, zaczepił bokiem o węchomózgowie po czym, nabrawszy prędkości, rozjechał lewym kołem Łuk Hipokampa by po krótkim, acz bolesnym hamowaniu na podwzgórzu, wedrzeć się w głąb neocortex, miażdżąc po drodze nerw wzrokowy. Po omacku, natykając się tu i ówdzie na but lub skarpetę, oraz zmieniając za pomocą zaścielających drogę kapsli tempo pełzania, dotarłem do lodówki. Przywitał mnie chłód i zaskoczyła […]

Ale jaja…

Obudziło mnie mocne łomotanie w ścianę do której przylegało moje prawe ucho. Zrazu wydawało mi się, że to łomot ze mnie powzięty, z głębi czaszki wynikły, że — jako że koncentrował się w okolicy prawej skroni — jest to łomot kameralny, prywatny, insajdowy i skroniowy. Myliłem się jednak. Czaszka moja indukowała jedynie to, co płynęło […]

Gdzie obcy ginie

Gorąco, a nawet goręcej jeszcze… Zdjąłem kapelusz. Przez moment miałem nadzieję, że pozbędę się go wraz z włosami, ale te — rzadkie, mokre, posklejane — trwały wciąż na łepetynie niczym żałosne, podtopione relikty bujnej młodości. Dobrze, że siedzę przy oknie — pomyślałem. Autobus ruszy, to coś tam w moją stronę ze szparki w okienku powieje. […]

Klozetfrau

DWORCOWA UBIKACJA. DZIAŁ MĘSKI. KTOŚ SPIESZY DO UBIKACJI I WPADA NA WŁAŚCICIELKĘ TOALETY I gdzie lizie. Czego lizie! Nie widzi, że zmywam!? Przepraszam bardzo, chciałem się załatwić. Że co? Ja też chce szczać i trzymam! Najpierw robota, później przyjemność. Idzie stąd, jak nie może wytrzymać to niech idzie na peron i leje na tory! Tualeta […]

A potem piwo

Panie prokuratorze! Co do moich wyjaśnień względem zaistniałego fałszywie faktu zatopienia ciecia budowlanego wraz z psem, w dniu 05 grudnia tego roku, przy ulicy Emilii Plater w Szczecinie, gotów jestem opowiedzieć panu prokuratorowi wszystko co powyżej wspomnianego dnia robiłem, choć nie wszystko w sposób przewidywalny, a to z powodu niepomyślnego horoskopu zamieszczonego w piątkowym magazynie […]

Coś mi w życiu wyszło

Nic mi w życiu nie wychodziło. A nawet, gdy kiedyś wychodziło to nie wracało. Kiedyś, pamiętam to, bo pamięć mi – na szczęście – także nie wychodzi – raz mi coś nieźle wyszło. Tak, tak – i wyszło i wyglądało, że dobrze w dodatku. No cóż – pomyślałem wtedy – raz wyjść może, a nawet […]

Którzy przeszkadzacie mi w cierpieniu

Oni ożywają wtedy, gdy inni umierają. Śmiercią karmi się zarówno ta partia, jak i ta wiara. Wiara w człowieka (lub też w boga) na krzyżu. Oni mówią mi, że powinienem — ba, że muszę wciąż przeżywać czyjąś śmierć. Śmierć ich boga (lub też człowieka) na krzyżu, a także śmierć tych, którzy zginęli w prezydenckim samolocie. […]