Spiąć zajgiel na berzie

Szczecin. Piątkowe popołudnie. Brama Portowa. Na przystanku tramwajowym grupka młodych ludzi. Odzież niechlujna, na twarzach i dłoniach liczne tatuaże wskazujące na przypadkową lub zadeklarowaną przynależność do więziennej braci, co przejawiało się mało subtelnej kresce tatuowanego „wzorku” — grubej w symbolu i w obrysie grafice, oraz braku charakterystycznego dla współczesnej, studyjnej metody „dziargania” cieniowania. Znudzony oczekiwaniem na nienadjeżdżający zgodnie […]

Tańcząca z wilkami

Napadli w podwórzu moją sąsiadkę panią Danusię. Starą. Samotną. Mocno chorą na płuca. Pani Danusia to łagodna, spokojna, cicha kobieta. Podczas wojny była sanitariuszkę. Także na froncie. Trzech ich było. Pili wcześniej w podwórzu tanie wino. Pluli po ścianach i szczali za kubły. To było zdaje się taki bardzo męskie, południowe dnia przywitanie przy bałaganie. Bluzgi, […]

Grammy dla Pudziana

Nie wiedziałem, o czym napisać. No, niby tematów miałem wiele. Niektóre całkiem fajne — absorbująca, kontrowersyjne; inne takie sobie lub takie byle jakie, ale tego jednego, prawdziwie dobrego, nie było. Sprawdzałem w kuchni i w drugim pokoju, szukałem w łazience i w przedpokoju, wyszedłem do bramy, nawąchiwałem na chodniku — nic i nic; pustka, beznadzieja, beztemacie … Wszystko wysprzątane, wszystko wymyte […]

Zaliczyć Mikołaja

Wspomnienia z dzieciństwa są niemal zawsze smaczniejsze, barwniejsze, wonniejsze niż na przykład wspomnienia z roku ubiegłego. To w pewnym sensie zrozumiałe. W pewnym, a może i w każdym sensie. Dzieciństwo dopiero odkrywa świat. A gdy się świat odkrywa, odbywa się to zawsze w towarzystwie zdziwienia. Dziecięce perspektywy, to oczywiste, są inne. Z racji wzrostu, a do tego z racji braku doświadczenia. I jeszcze z powodu wiary […]

Żebraki

Aleja Niepodległości. Wejście do sklepu Palladium. Czego mi tu śmierdzielu nogi podstawiasz? Do roboty bęcwale, a nie na chodniku niedomytą dupę kisić! Ciągnij pomału do kanału! — podpity jegomość, niewiele tylko schludniejszy od siedzącego na chodniku mężczyzny, pluje żebrakowi na buta, po czym, dość już tłustą wiąchę okrasza skwarkiem głośnego beknięcia. Odrzuca peta. Wchodzi do […]

Kiedy iść na browara

Widzę Was co dzień, Wy — Bardzo Fajni Faceci. Miejscy i wiejscy. Chociaż wiejskich dostrzegam jakby mniej. Mieszczuch jestem. Wytworzyły mnie ciemne ulice, stare dzielnice, zepsuły mężatki i małolatki. Więc-żem nadpsuty jest, przyrdzewiały, cyniczny i sentymentalny. I złośliwy do tego. Lubię wady innych dostrzegać, wyolbrzymiać je i gromadzić. Lżej mi wtedy z własnych cnót brakiem się zmagać, w defetyzm osobisty i abnegację swoją […]

O Bozi i o kupie

Ciemne piwo z dnia poprzedniego zrobiło swoje. Swoje zrobiło też słońce, które „kopsało żaru” tak intensywnie, jakby lato przyspieszyło kroku i w termicznym skoku, w zielonym amoku, dokonać chciało gwałtu na ledwie skrytych za wiotką zielenią kasztanowcach. Był koniec kwietnia. Siedziałem na jednej z ławek skweru Andersa co rozciągnięty lubieżnie pomiędzy ulicami Wojciecha, Stalingradu i Więckowskiego, łonił się przyrodniczo i kłonił […]

Kocham was, bezbożnice

Najechał mnie kac jak ciężarówka. Wystartował w okolicy płata skroniowego, ominął pień, zaczepił bokiem o węchomózgowie po czym, nabrawszy prędkości, rozjechał lewym kołem Łuk Hipokampa by po krótkim, acz bolesnym hamowaniu na podwzgórzu, wedrzeć się w głąb neocortex, miażdżąc po drodze nerw wzrokowy. Po omacku, natykając się tu i ówdzie na but lub skarpetę, oraz zmieniając za pomocą zaścielających drogę kapsli tempo pełzania, dotarłem do lodówki. Przywitał mnie chłód i zaskoczyła […]

Ale jaja…

Obudziło mnie mocne łomotanie w ścianę do której przylegało moje prawe ucho. Zrazu wydawało mi się, że to łomot ze mnie powzięty, z głębi czaszki wynikły, że — jako że koncentrował się w okolicy prawej skroni — jest to łomot kameralny, prywatny, insajdowy i skroniowy. Myliłem się jednak. Czaszka moja indukowała jedynie to, co płynęło […]

Gdzie obcy ginie

Gorąco, a nawet goręcej jeszcze… Zdjąłem kapelusz. Przez moment miałem nadzieję, że pozbędę się go wraz z włosami, ale te — rzadkie, mokre, posklejane — trwały wciąż na łepetynie niczym żałosne, podtopione relikty bujnej młodości. Dobrze, że siedzę przy oknie — pomyślałem. Autobus ruszy, to coś tam w moją stronę ze szparki w okienku powieje. […]